piątek, 28 października 2011

Rysia z kryjówki

Wchodzę dziś do pokoju, szukam Rysi, nie mogę znaleźć, aż tu nagle :


Rysia to kot ciepłolubny - nakaloryferowy ;-)

wtorek, 25 października 2011

Zupa krem z dyni i koty jesienne

Dziś podaję przepis na pyszną zupę krem (może być z dynią, ale niekoniecznie). Zawsze miałam problem ze zrobieniem dobrej zupy krem, ale znalazłam ostatnio przepis w gazecie i się nim podzielę :-) Przy okazji bardzo polecam tę gazetę - kupiłam ją niedawno w kiosku (choć data wydania to czerwiec), bardzo ciekawa, jeśli ktoś lubi tematykę diet i zdrowego odżywiania.


Moja modyfikacja jest taka, że daję więcej wody (bo w przeciwnym razie zupa ma konsystencję sosu) i soli oraz inne warzywa jak pietruszka czy seler.
A tu już moje wykonanie:

Na koniec koty jesienne, czyli ciepłolubne i (dawno nie widziane) znów się przytulające:


Idąc za radą Ani, podałam kotom jogurt naturalny - bardzo im posmakował:


Do tego stopnia, ze nawet Kocia z Rysią jadły razem grzecznie:


Czy ktoś orientuje się jak często można podawać taki frykas futrzakom?

czwartek, 20 października 2011

Wyniki Rysi

Byliśmy wczoraj u weta - badanie krwi wyszło bardzo dobrze. Nie ma żadnej cukrzycy, choroby nerek czy wątroby!!! Jestem bardzo zadowolona. Widać też było, że kotka czuje się lepiej, bo tak jak na początku dawała sobie wszystko robić, tak wczoraj walczyła jak lew z wetem, który chciał jej pobrać krew, co spowodowało pęknięcie żyłki i zalanie nas krwią. Ale koniec końców skończyło się dobrze. W poniedziałek Ryszarda (jak nazywa ją Grzesiek) dostanie ostatni antybiotykowy zastrzyk. Jedyna dolegliwość, która została to uporczywy stan zapalny w uchu. Wet powiedział, że można by jej to ucho amputować ostatecznie, ale ja bym jednak chciała tego uniknąć - szkoda kocika. No ale damy jej czas i zobaczymy jak to się dalej rozwinie. Póki co jestem bardzo zadowolona, szczególnie z tego, że nie ma jakiejś przewlekłej choroby, która by nas zmusiła do używania karm specjalistycznych ;-) wiadomo z jakiego powodu ;-)
Pozdrawiam wszystkich, którzy razem ze mną niepokoili się o Rysiczkę i dziękuję bardzo za kciuki :-)

środa, 19 października 2011

Barszcz kiszony - na zwiększenie odporności

Dziś chciałabym wszystkim polecić nasz rodzinny sposób na odporność w sezonie jesienno-zimowym, a mianowicie barszcz kiszony. Tym specyfikiem mama faszerowała mnie całe dzieciństwo, bo byłam dosyć anemicznym dzieckiem - tzw. zdechlakiem. Barszczyk, na który przepis zamieszczam poniżej, poza dobroczynnym wpływem na odporność, świetnie działa też na czerwone krwinki w przypadku anemii. Ma dość specyficzny smak i jeśli się go nigdy nie piło, trzeba się do niego przekonać - podobnie jak np. do oliwek. Grzesiek, który nigdy czegoś podobnego nie pił, na początku trochę grymasił, a teraz bardzo polubił ten smak. Jest to też nieodłączny składnik barszczu wigilijnego :-)
Potrzebujemy włoszczyznę (ilość można dowolnie modyfikować) - powiedzmy 2 marchewki, pietruszka, kawałek selera no i podstawowy składnik czyli buraki (kilka sztuk). Kroimy wszystko w plastry i wrzucamy do dużego szklanego słoja lub naczynia kamionkowego. Dodajemy kilka obranych ząbków czosnku i zalewamy letnią przegotowaną wodą (ja zalewam około 3 litrami), do tego dodajemy mniej więcej 3 łyżeczki soli i kromkę (lub skórkę) z razowego chleba. Przykrywamy wszystko gazą i odstawiamy na kilka dni (u nas to z reguły 4 dni, później barszcz zaczyna mi się psuć, ale widziałam też przepisy, w których kisi się się go dłużej) w ciepłe miejsce. Po tym czasie przecedzamy barszcz przez gazę, rozlewamy do butelek i trzymamy w lodówce, pijąc 1-2 szkl. dziennie. Polecam :-) Jedynym minusem jest to, że barszcz "lubi się" zepsuć  - ma tendencję do pleśnienia, dlatego czasem lepiej zrobić mniejszą ilość i szybciej wypić, w tym czasie kisząc już sobie następny.

Smacznego :-)

PS: Barszcz trzeba przecedzać przez gazę, ponieważ zbiera się na górze taka ni to piana, ni to pleśń, ale tym nie należy się przejmować, o ile nie jest to jakaś bardzo gruba warstwa, tylko właśnie postać piany. Nie wiem jak to dokładnie opisać, ale myślę, że się zorientujecie :-) Powodzenia w kiszeniu :-)

wtorek, 18 października 2011

Jesień :-)

Dziś wpis złożony z jesiennych różności. Rysia miała mieć badania w sobotę, ale zapomnieliśmy, że ma być na czczo, upsss, no i jutro z nią jadę na ostatnie - mam nadzieję - badanie krwi. trochę żywsza się zrobiła, choć nieznacznie, ale przynajmniej czasem się przemieszcza pomiędzy pokojami, co nas cieszy ;-)
Zastanawiam się, czy ona nie będzie nieszczęśliwa zamknięta w domu - kot, który kilka lat żył na wolności i bez ludzi, hmmm ....
A oto i nasz mały wypłosz:
 Rozkoszny Gacek:

A w weekend wybraliśmy się do lasu na spacer i - mieliśmy taka nadzieję - na grzybki. Las zachwyca kolorami o tej porze roku:
Na poniższym zdjęciu ja widzę nogę słonia, a Wy? ;-)
A tyle grzybów znaleźliśmy w czasie wyprawy:
Ale nic to, ponieważ takie oto skarby wyrosły nam na podwórku przed domem:
 
Dziś natomiast Rysia uświadomiła mi, że mamy zimno w domu:

Biedny futrzak musi się dogrzewać;-))))
 
I tak to mija jesień na naszym Podkarpaciu (żeby nie powiedzić na naszych Węgrzech ;-)))

wtorek, 11 października 2011

Ulga

Kochani! Tak Wam bardzo dziękuję za wsparcie i słowa otuchy!!!!!!
Właśnie wróciliśmy od weta - test na białaczkę - negatywny. Odetchnęłam z ulgą. Gackom testu już nie robiliśmy, ze względu na koszt, ale kiedyś na pewno zrobię i zaszczepię. Póki co mamy tryb bardzo oszczędnościowy ;-) Po USG i badaniu krwi, wet wykluczył nerki, wątrobę, ropomacicze, czy - tak jak pisała Basia - zapalenie otrzewnej. Rysia ma około 40 000 tys leukocytów we krwi - i to spowodowało taką panikę. W sobotę mamy jej jeszcze zbadać krew pod kątem cukrzycy. Na razie dostała bardzo silny antybiotyk i ciągle maść do uszu - w nich nie możemy się uporać ze stanem zapalnym.
Teraz ja muszę się odstresować, bo był to dla mnie bardzo ciężki dzień. Może wielu ludzi czytając to - popuka się w głowę, jak można się tak przejmować zwierzakiem, ale naprawdę takie opinie mnie nie interesują. Dla nas zwierzę to członek rodziny, a dla mnie dodatkowo - najbliżsi towarzysze życia, kiedy G jest w pracy - jestem tylko z nimi. Nie wyobrażam sobie stracić je z powodu własnego niedopatrzenia i zaniedbania.
Wiem oczywiście, że nie dotyczy to wszystkich moich blogowych przyjaciół - jestem Wam bardzo wdzięczna za wsparcie, bardzo mi pomogły Wasze uspokajające i rzeczowe komentarze i te, w których zapewnialiście, że 3macie kciuki za nasze skarby.  Krysiu, Sowo, Pani Haniu, Aniu, Basiu, Pani Antonino, Amyszko, Terro - z całego serca Wam dziękuję, że byliście przez ten trudny dzień ze mną - czułam Waszą troskę i wsparcie. Przesyłam do Was wirtualnie moc uścisków i dobrych fluidów :-))))

Bardzo złe wieści

Dzwoniłam do weta i podejrzewa u Rysi białaczkę. Moje koty nie były na nią szczepione. Nie gryzły się z Rysią, ale zdarzało się jeść ze wspólnej miski. Czy to mogło już spowodować zarażenie? Wet mówi że tak. Bardzo się boję się boję :-((((((  Nie wiem czy dziś damy radę zrobić im wszystkim testy, jak nie to jutro rano.

poniedziałek, 10 października 2011

"Upiększanie" działki i problemy z Rysią

Tak jeszcze kilka dni temu wyglądało nasze podwórko:

 W piątek przed domem pojawiła się hałda ;-)
 A w sobotę wjechała kopara:
Teraz podwórko wygląda jak budowa autostrady:
Teraz trzeba przeczekać do opadów śniegu - możecie sobie wyobrazić jak wyglądają nasze buty po przejściu przez podwórko ;-))) Ale jak już wyrośnie nowa trawka - powinno być lepiej. Do tej pory było u nas tak nierówno, że trzeba było uważać, żeby nie złamać nogi. Mamy też dylemat - siać trawę teraz czy na wiosnę? Jeśli ktoś ma jakieś sugestie, to będziemy wdzięczni :-)

Tyle w kwestiach podwórkowych, natomiast w kocich znów nieciekawie - Rysi otworzyła się już prawie zagojona rana i znów jest dziś u weta, znowu dostała antybiotyk i maść. Ma mieć też jutro badanie krwi. Rysia niestety nie zachowuje się jak kot wracający do zdrowia - przesypia całe dnie, często wymiotuje i pije niesamowite ilości wody, co może być sygnałem o chorobie nerek :-(  3majcie proszę kciuki za naszą bidulę, tyle już wycierpiała, a ciągle nie może dojść do siebie.
Rysiczka tak jak lubi najbardziej - na moich kolanach:

czwartek, 6 października 2011

Migawki z życia bożków

Tak jak w tytule i bez zbędnych opisów, oto bożki futrzaste:

Najpierw bożki sypialniane ;-)
Tym razem w kokonie umościła się Kocia
Rysia jeszcze na łóżko nie wskakuje, ale do sypialni odważyła się wejść i kontemplowała widoki:
 Na zdjęciu poniżej Kocia wygląda jak jakaś okrutna królowa, która jednym skinieniem wąsa wysyła poddanych na szafot - Kocia Medycejska ;-)
Kocia lubi spać w (albo raczej "na") nogach:

W ostatnim poście było dużo zdjęć Gacka, więc teraz się zrehabilitowałam i znów jest równowaga w blogu ;-)))

Ale najlepsze zostawiłam na koniec:
Nic tak futrzaków nie zbliża jak pełna miska ;-)))