Łańcut to malutkie miasteczko, którego główną atrakcją turystyczną jest właśnie zamek Potockich i Lubomirskich otoczony przefantastycznym ogrodem i parkiem, z mnóstwem starych grubaśnych i wielkich drzew, które uwielbiam. Poza zamkiem bardzo ciekawa jest architektura miasta - prawie nie ma tam bloków (jakieś tam są, ale nie w takiej ilości jak w okolicznych miastach), za to przy krzyżujących się ze sobą uliczkach stoją cudowne domki, takie z dwudziestolecia, lub starsze (no, młodsze też, ale one już nie zachwycają swym wyglądem) - przepiękne! Jak szukaliśmy domu dla siebie, to braliśmy też Łańcut pod uwagę, bo bardzo lubimy to miasteczko i jego klimat. A teraz już fotki, bo nie samym tekstem przecież czytelnik bloga żyje ;-)
Na trawniku wśród żółtych kwiatów - prezentował swój żółciutki dziobek kos:
Wchodzących do zamku witała kilkuosobowa orkiestra:
A tu oficjalny plakat Festiwalu, bardzo nam przypadł do gustu:
Wszystko było super, poza tym, że w Sali Balowej, gdzie koncert się odbywał był taki ścisk i gorąco, że ciężko było wysiedzieć, za to wrażenia estetyczne pierwsza klasa:
Na koniec dnia trzeba było tylko zaliczyć obowiązkowy punkt programu ...
... i już można było pójść spać :-)
Pozdrawiam!

















