Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom mamy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 marca 2013

Kto się cieszy z zimy?

Ostatnio opisałam atak zimy na naszym podwórku, dziś pokażę co działo się w weekend u rodziców (60 km na wschód od nas):

Mama od drogi do garażu ma około 50 metrów(!) Nawet sobie nie wyobrażam tego odśnieżania.

A kto się cieszy z zimy??? No jak to kto - Maciek:
Maciek trafił do rodziców kilka miesięcy temu, jego Pani wyjeżdżała na stałe do córki za granicę i pilnie szukała domu dla Maćka, rodzice się zgłosili i tak Maciek został panem na włościach :-) A właściwie ostatnio to Królową Śniegu ;-)

O taką hałdę przynajmniej można się oprzeć jak się człowiek zmęczy ;-)
Wiosny wszystkim (i sobie) życzę, jak najprędzej :-)

wtorek, 13 września 2011

Weekend kotów i ludzi - cz.3

Kocie przygody już opisałam, więc jeszcze fotorelacja ze słonecznej wrześniowej niedzieli (będzie jak znalazł, żeby się pocieszać w zimne deszczowe dni ;-)



Widok na okoliczne pola:
A ja jak zwykle wypatrzyłam ...
... żabkę :
A po piknikowaniu czas na dobrą kawę, nawet ja, która nie piję kawy, się skusiłam:

To był bardzo udany weekend ;-)
Zapraszam na część czwartą - ostatnią :-)

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Nowa sukienka, nowy dom i nowy kot

Zapraszam dziś na długi wpis, bo i tematów się nazbierało. Po pierwsze primo, jak mawia Ferdynand K., ukończyłam kolejny dziewiarski wyrób. Jest to sukienka na drutach na okrągło , bezszwowo, od dołu. Męczyłam się z nią około 1,5 miesiąca, włóczka  to cieniutka bawełna Virginia, druty okrągłe 2,5:
Namęczyłam się z nią na tych cieniutkich drutach, ale jestem zadowolona z efektu. Jakieś tam drobne błędy teraz widzę i niby mogłabym kawałek spruć i poprawić, ale już mi się nie chce ;-) A chodzi o to, że za głębokie wcięcie na pachy zrobiłam, ale sama sobie wymyślałam ten projekt, więc i błąd się mógł przytrafić.

To była pierwsza nowość. Teraz czas na drugą: moi rodzice zapatrzyli się na nas i postanowili zamienić miasto na wieś. Zrobili to w tempie ekspresowym - na początku roku padł pomysł szukania domu, a dziś od dwóch dni już w domu mieszkają. Zamienili mieszkanie w mieście w bloku na domek na wsi. Jeszcze są w trakcie remontu i przeprowadzki, ale już na swoim! Te piękne ogrodowe pejzaże na zdjęciach powyżej to właśnie nowa działka rodziców. A oto ich "rezydencja":

 
 Tak jak już napisałam - w środku panuje ciągle zamęt przeprowadzkowo-remontowy, więc wrzucam tylko fotki perełek, wypatrzonych przez mamę w sklepie z używanymi meblami:
 ... a także zdjęcie cudnej podłogi - już wycyklinowanej i polakierowanej:
A na koniec największa rewolucja czyli nowy kot :-)
W zeszłym tygodniu kuzyn jechał do rodziców pomagać przy remoncie, zatrzymał się na stacji benzynowej, a wtedy do auta wpakowała mu się malusia, zabiedzona kociczka. Kuzyn stwierdził: "nie mogłem jej nie zabrać" i przywiózł mamie, która od jakiegoś czasu zastanawiała się czy nie "zaopatrzyć się" w kota. A ponieważ u nich jest ciągle jeszcze dużo zamieszania dziś przywieźliśmy małą Lusię (bo tak ją nazwali) do nas na tydzień lub dwa, żeby mogli sobie w tym czasie wszystko spokojnie pourządzać. Przy okazji zabierzemy jutro małą do weta na badania, odrobaczanie i szczepienie. Jak możecie sobie wyobrazić mamy w domu rewolucję październikową. Malutka jest przeurocza, straszny z niej pieszczoch, jest przy tym ogromnie ufna i bardzo lubi ludzi. Jest też wulkanem energii i strasznie bryka, jak to mały kotek. Natomiast nasze dwa starszaki, które zawsze były dla mnie takie malutkie - nagle zrobiły się olbrzymami :-) No i boją się tego małego żywego sreberka. Kocia zwiała na górę, osyczawszy (fajny imiesłów) przedtem Małą kilka razy, Gacek jest z nami na dole, ale Lusia ciągle go zaczepia i chce się bawić, a on syczy i paca ją łapką. Oj, czeka nas ciężki tydzień. Ale wiem też, że jak ją będę oddawać, to będzie mi baaardzo smutno, nie da się nie pokochać tego małego bąka :-)
Fotki u rodziców:

A tu już u nas w naszym kocio-ludzkim domeczku:


Tym sposobem staliśmy się domem bardzo tymczasowym dla Lusi. A zanim ją wzięliśmy do auta (przeleżała całą godzinną jazdę na moich kolanach) Grzesiek wymógł na mnie obietnicę, że ją zwrócę, nawet żądał takiego oświadczenia na piśmie  ;-) Ale ja przezornie nic nie podpisywałam ;-)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i wracam do mojego zwierzyńca :-)