niedziela, 4 marca 2012

Rysiowe pozycje i oraniczona blogowa aktywność

Witam wszystkich serdecznie.
Na początku coś o czym zapomniałam - dziękuję za trzymanie kciuków, podziałały i sesja jest zdana. To dobra wiadomość, a teraz niestety zła. Wróciłam dziś ze zjazdu załamana ilością przedmiotów i pracy, która czeka mnie w tym - ostatnim zresztą - semestrze :-( Jestem bardzo negatywnie zaskoczona przez uczelnię, nikt z nas nie spodziewał się czegoś takiego na ostatniej prostej. Wygląda na to, że uczelni brakuje jakiś godzin, projektów i inszych inszości do wykonania narzuconego przez ministerstwo planu i dowalili nam to wszystko teraz, gdy człowiek powinien się najbardziej skupić na napisaniu pracy. Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby te przedmioty znalazły się we wcześniejszych semestrach (niektóre są bardzo ciekawe, ale niesamowicie pracochłonne), teraz wygląda na to, że do lipca po powrocie z pracy, będę siedzieć przy komputerze i coś robić, realizować, czytać i wkuwać. A najbardziej denerwują mnie przedmioty, których zakres już przerabialiśmy kilka razy na innych przedmiotach i konieczność zdawania z nich egzaminu (gdy dokładnie z tego samego materiału zdawaliśmy np. rok temu) - czyli wypełnianie "wykładowcom w potrzebie" etatów :-( Jak widać aktywność blogowa zostanie pewnie zredukowana bardzo i bardzo mi z tego powodu przykro.
Nie gniewajcie się, że tak narzekam, ale czasem trzeba się wyżalić, a trwająca ponad 4h podróż powrotna do domu, ból pleców i perspektywa, że tak będzie przez najbliższe miesiące powoduje, że optymizm trochę się kurczy ;-)
Na osłodę przywitały mnie w domu 3 kochane futra, które podobno jak mnie nie ma strasznie tęsknią, i są bardzo nieswoje. Po powrocie, chcieliśmy pójść na krótki spacer - gdy zaczęliśmy się ubierać, Gacek dosłownie jęczał pod drzwiami i taki był niespokojny, że znów gdzieś wybywamy.

Kocia zaanektowała moją torbę:


A Rysia zaprezentowała cały szereg uroczych leżących pozycji, którymi (żeby jednak zakończyć ten post optymistycznie) niniejszym się z Wami podzielę:





PS:  Tak jak wszyscy się spodziewali - Putin wygrał wybory, więc mogę zacierać ręce - gazety w tym tygodniu dostarczą mi masę potrzebnych do pracy magisterskiej artykułów. Choć taka pociecha z tego wydarzenia ;-)

21 komentarzy:

  1. No to Kocię musisz następnym razem zabrać ze sobą - już zapakowana:-) Głowa do góry - idzie wiosna, optymizmu przybędzie, dasz radę;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocia tylko w domu taka odważna ;-))) Ona bardzo nie lubi obcych.

      Usuń
  2. Współczuję. A na pociechę dodam, że też tak miałam i też się wkurzałam! Ale nam zadali same tak zwane świetlicowe przedmioty, które absolutnie do niczego nie były mi potrzebne a czas zajmowały! I siły, i energię! I egzaminy zdawać trzeba było. To chyba specjalne podejście uczelni na "zmęczenie przeciwnika" jakim jest student...
    Ale ja już powoli, po kilku latach zaczynam zapominać o tym! Ha, ha, ha!!!

    Kociaczki jak zwykle urocze i wynagradzają WSZYSTKIE trudy dnia codziennego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - ja od 10 lat nie mogę "zapomnieć", bo ciągle się dokształcam, a jakoś dziwnie nie chce się to przełożyć na pracę ;-) Grzesiek tak jak Ty - cały czas mi powtarza jak się cieszy, że skończył sobie jednolite studia w swoim czasie i nie musi się tym już przejmować :-)

      Usuń
  3. Aniu, poradzisz sobie na pewno!
    Współczuję nawału obowiązków i braku czasu na przyjemności. :(
    Kiciory rekompensują, pewnie że tak, chociaż czasami człowiek nie ma siły (po tym wszystkim), żeby cieszyć się ich obecnością jak należy.
    Wszystkiego dobrego dla Was i głaski dla Modelki oraz Gacków. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owco, dziękuję za ciepłe słowa. Muszę sobie poradzić, choć denerwuje mnie tylko to, jakim kosztem się to odbędzie. Ale trzeba zacisnąć zęby i to przetrwać. Kociki skrupulatnie wygłaskałam :-) Również pozdrawiam

      Usuń
  4. pociesz się, że to już ostatni semestr i więcej takich niespodzianek nie będzie.
    Rysia dosłownie jak modelka, szczególnie drugie zdjęcie - powinna trafić na rozkładówkę pisma dla kocurów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Haniu, to mnie trochę pociesza, ale (sama nie wierzę, że to piszę) zastanawiam się jeszcze nad rocznymi podyplomowymi ;-)
      Rysia aż się zarumieniła od komplementów, ale Kocia zrobiła się zazdrosna - do tej pory to ona była jedyną pięknością :-)

      Usuń
  5. Ucz się, ucz , może będziesz miała przez to lepiej w życiu.
    Trudno, będzie mniej Ciebie na blogu,
    ale jak skończysz szkołę, to odrobisz straty ;-)

    Rysia cudna w tych swoich pozycjach ;-)
    Jak ona pozytywnie się zmieniła ...
    Taki wystraszony chudziak była,
    a teraz Pani Kot Domowy. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu - nic innego nie robię od 10 lat i jakoś się to nie przekłada na sytuację materialną. Np. - po pierwszych studiach jestem nauczycielem francuskiego, a w naszym regionie (Rzeszów i szeroko zakrojona okolica) nigdzie nie ma pracy w tej dziedzinie :-( Mam wrażenie, że dopiero ewentualna podyplomówka może mi pomóc na rynku pracy.
      Co do Rysi - cieszę się, że też to widzisz, my się zachwycamy jej przemianą codziennie. A dodatkowo cieszy fakt, że po zmianie karm (suchej i mokrej z Whiskasa na Animondę) skończyły się (odpukać) ciągłe wymioty :-)

      Usuń
  6. No niestety. Jestem jakby po tej drugiej stronie, bo pracuję na uczelni ;) :D i muszę potwierdzić, że często zakresy przedmiotów zbyt się nakładają.
    U nas, w naszej katedrze i na naszym kierunku staramy się dyskutować ze sobą, co kto ze studentami przerobił, ale i uczelni i katedra jest mała, więc łatwiej.
    Ja sama też często pytam: czy Państwo to i to już mieli/uczyli się, zwłaszcza gdy mam zajęcia "gościnnie" na innych wydziałach, ale młodzież często odpowiada "nie" bo jest im łatwiej uczyć się czegoś drugi raz, albo nie uczyć wcale, bo już to mieli...
    Zawsze przecież można zaprotestować. Czy to bezpośrednio u prowadzącego, czy pisząc pismo do Dziekana. Sylabusy do każdego z przedmiotów muszą być ogólnie dostępne. Zarówno na dziennych jak i niestacjonarnych studiach. Można sprawdzić co powinno być przerabiane na danym przedmiocie... Podejrzewam jednak, że ogółowi studenckiej braci jest wygodnie 3 raz uczyć się tego samego... ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam w trakcie już rozpoczętych studiów zmieniali ową "ramówkę" wielokrotnie. Także nie dało rady sprawdzić wcześniej zakresu. A jeśli nawet, to i tak była wielokroć zmieniana. Ale tym razem pewnie były to jeszcze bardziej odgórne przykazania! ;-)
      Po prostu "złoto dla wytrwałych"!

      Dlatego strasznie się cieszę, że jestem już po. I na razie nie w głowie mi dalsze nauki...
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Abigail - praca na uczelni zawsze mi się podobała, ale ponieważ wymaga to doktoratu - zdecydowanie sobie odpuszczam, zwłaszcza, że idzie niż i raczej nie będzie przybywać etatów. Wiem też, że studentom ciężko dogodzić i narzekają na uczelnię czy mają powód, czy nie, dlatego ja starałam się tego nie robić - ale teraz jestem naprawdę zła. Jakoś nie wierzę w interwencję u władz uczelni, w momencie gdy przedmioty są już pozaczynane etc. Trudno, trzeba to przetrwać i tyle.
      Pozdrawiam

      Aniu - rozumiem Twoją radość ;-) Również serdecznie pozdrawiam :-)

      Usuń
  7. Na całe uczelniane zło Rysia jest najlepszym lekarstwem. Przytul, wycałuj i wypieść na maksa. Resztę bandy też. A z nauką sobie poradzisz. I tak nie masz innego wyjścia;) Jest też jakoś tak, że im więcej ma się obowiązków tym lepiej się planuje cały swój czas i nagle wydaje się, że doba się wydłużyła. I mam nadzieję, że tak będzie u Ciebie. Czego Ci oczywiście serdecznie życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ashki - melduję wykonanie zadania :-)
    Dziękuję za słowa pocieszenia, jakoś wzięłam się w garść i próbuję przetrwać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cos zupelnie podobnego opowiada mi czasami mój syn- czyli fenomen jest unijny ;)

    Trzymam kciuki, na szczescie u ciebie to juz ostatnie miesiace...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wilddziku dasz radę ,a my tu kciuki mocno pościskamy i pazurki też ;)
    Rysia w mojej ulubionej pozie cudna :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękujemy ja i Rysia :-) Pozdrówki Amyszko :-)

    OdpowiedzUsuń