wtorek, 31 maja 2011

Kocia miss i siatka okienna

Poganiana przez will.ow (dziękuję, bardzo mi miło) donoszę co nowego.
Właściwie nic się za bardzo nie dzieje - dlatego taka posucha blogowa. Ale jedna nowość jest - doczekałam się siatki zabezpieczającej na okno w sypialni (wreszcie będę mogła sobie spać przy otwartym oknie, hurrra!). Przepis wzięliśmy z tej strony, polecanej przez Janę. W planach jest jeszcze zrobienie kilku takich ram zabezpieczających na pozostałe okna, w których często przebywamy z kotami.
Efekt wygląda tak:

A teraz jak w tytule - moja Kocia Miss:

Na ostatnie zdjęcie wtarabanił się zazdrosny Gacek z miną: jak to, dlaczego nie MNIE się tu fotografuje???

No i co to ja jeszcze miałam - wiem! Will.ow zaprasza na candy:

http://naznaczkach.blox.pl/html

Aha - will.ow, za chwilę umieszczę obiecany kilka dni temu wpis na książkowym, zapraszam.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :-)

środa, 25 maja 2011

Festiwal w Łańcucie i Gacek na dobranoc

Co roku w łańcuckim zamku organizowany jest Festiwal Muzyczny. W tym roku impreza ma swoje 50-lecie. Jak zawsze organizowane są różne koncerty, a my wczoraj wybraliśmy się na jeden z nich - recital fortepianowy Ingolfa Wundera. Zakochaliśmy się w tym pianiście oglądając ubiegłoroczny Konkurs Chopinowski, więc jak tylko usłyszałam, że Wunder zagra u nas - wiedziałam, że musimy się tam znaleźć.
Łańcut to malutkie miasteczko, którego główną atrakcją turystyczną jest właśnie zamek Potockich i Lubomirskich otoczony przefantastycznym ogrodem i parkiem, z mnóstwem starych grubaśnych i wielkich drzew, które uwielbiam. Poza zamkiem bardzo ciekawa jest architektura miasta - prawie nie ma tam bloków (jakieś tam są, ale nie w takiej ilości jak w okolicznych miastach), za to przy krzyżujących się ze sobą uliczkach stoją cudowne domki, takie z dwudziestolecia, lub starsze (no, młodsze też, ale one już nie zachwycają swym wyglądem) - przepiękne! Jak szukaliśmy domu dla siebie, to braliśmy też Łańcut pod uwagę, bo bardzo lubimy to miasteczko i jego klimat. A teraz już fotki, bo nie samym tekstem przecież czytelnik bloga żyje ;-)
 Na trawniku wśród żółtych kwiatów - prezentował swój żółciutki dziobek kos:
 Duży kot też lubi głaskanie pod brodą ;-)
Wchodzących do zamku witała kilkuosobowa orkiestra:
 A tu oficjalny plakat Festiwalu, bardzo nam przypadł do gustu:
 Wszystko było super, poza tym, że w Sali Balowej, gdzie koncert się odbywał był taki ścisk i gorąco, że ciężko było wysiedzieć, za to wrażenia estetyczne pierwsza klasa:
 Na koniec dnia trzeba było tylko zaliczyć obowiązkowy punkt programu ...
 (jak widzisz Jaguś poduszeczki są całowane regularnie ;-)
 ... i już można było pójść spać :-)
Pozdrawiam!

poniedziałek, 23 maja 2011

Podwórkowe codzienności

Bardzo wszystkim dziękuję za tak serdeczne komentarze pod poprzednim postem. Aż się wzruszyliśmy z G czytając je :-)
Dziś za to nie będzie sentymentalnie, tylko podwórkowo. Trochę pozazdrościłam Jaguś, Darmozjadom i kotkom Abigail takich fajnych fotorelacji z brykania na powietrzu, więc i ja postanowiłam się "podłączyć".

Od kiedy kotki wychodzą na polko regularnie - od rana mam w domu miauczący terror domagający się wyjścia. A jak już wyjdą to: ucieczki, drzewka, ptaszki i tem podobne atrakcje zapewniają swojemu człowiekowi, który je pilnuje.

Ostatnio Gacek zajął się czymś przy ogrodzeniu:

Tak intensywnie próbował "coś" dosięgnąć przez siatkę, że aż postanowiłam sprawdzić:


A oto obiekt zainteresowania Kota:


 Nie wiem czy to żaba, czy ropucha, ja ich nie rozróżniam. Ta sztuka była naprawdę duuuża.

 W pewnym momencie przeskoczyła do kotów na naszą stronę, poskakała trochę, koty nie wiedziały co robić - i wróciła do sąsiadki na działkę :-)

Oprócz żabki inne atrakcje to: kury, kogut i szpaki:


U szpaków od dłuższego już czasu są młode. Tak świergolą z tej budki, a biedni rodzice uwijają się jak w ukropie, znosząc głodomorom najróżniejsze owady.

Ostatnio pojawił się też u nas jakiś nowy kociak. Taki śliczniak z niego:
 Prawda?
 Ten przynajmniej był przyjaźnie nastawiony, ale Gacuś po ataku Zbójcy ma uraz do obcych kotów i się go bał :-(
 Moje piękności we własnej osobie:

 I na koniec rezydentka naszego garażu:


Pozdrawiam Wszystkich i do napisania!

czwartek, 19 maja 2011

Sto lat sto lat niech żyją żyją nam!!!

Na początku muszę podziękować Jaguś za mobilizację - fajnie wiedzieć, że ktoś tu wchodzi i czeka na nowości, dzięki Jaguś!!! Zresztą z Jaguś to się mobilizujemy nawzajem, gdy u którejś panuje zastój blogowy ;-)

A właśnie ostatnio nic specjalnego się nie działo, poza faktem, że egzamin zdałam i to całkiem nieźle :-) Widać Wasze kciuki działają :-)

A dziś wielka uroczystość :-) dokładnie 2 lata temu urodziły się moje bożki futrzaste. I z tej okazji postanowiłam zrobić post cały o nich - o tym jak to się stało, że się u nas znalazły i o ich początkach u nas.

Czas 2 lata temu był dla nas bardzo trudny. Ja byłam po kolejnej operacji (niezbyt udanej) i czekałam na następną, czułam się fatalnie i ledwo chodziłam. W dodatku co najgorsze - właśnie zginęła nam nasza ukochana Kocia Pierwsza, co spowodowało u nas depresję i niechęć do przywiązywania się już do żadnych zwierząt. Pod koniec czerwca miałam ostatnią (jak do tej pory) operację i gdy G przywiózł mnie do domu - musiałam długo leżeć. I gdzieś tak w tym czasie wpadło nam w oczy ogłoszenie o oddaniu 2 miesięcznych kociaków:
W Koci zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Grzesiek (o dziwo!) jakoś strasznie się uparł na te koty, ja byłam sceptyczna, bo ciągle musiałam leżeć, a z małymi kotami w domu wiadomo jak jest. Pamiętam jak dziś  - była sobota, G poszedł kosić działkę - wrócił i oznajmił mi, że jedzie po koty. Kocię wybraliśmy oboje ze zdjęcia, a Gacusia G wybrał sam na miejscu - i to była chyba najlepsza decyzja w życiu!!!

Gdy przyjechali - kotki darły się strasznie w samochodzie - były oczywiście bardzo przestraszone, Gacuś zaraz wskoczył za szafę, gdzie z racji mojego stanu nie było sprzątane i wytarł swoim ślicznym futerkiem cały kurz ;-)
Na tym zdjęciu kojarzą mi się z takim kowbojami na dzikim zachodzie, którzy zsiedli z konia i penetrują nieznane kaniony ;-)
 Kocia Najmalusieńsza:
 Po pierwszym przywitaniu z kotami poszłam leżeć, a one szybko wpakowały się mi na łóżko i zasnęły. Gacek wskoczył na mnie i polizał mnie w rękę - czym zdobył mnie na zawsze!
 Po wyspaniu się kociki zaczęły się kotłować:
 A za chwilę płynnie przeszły do spania:
Rozczulają mnie te ich malusie fotki. Nie do uwierzenia, że Gacek - to wielkie kocisko - był taki malutki. Ale w środku Gacuś jest taki sam, jak wtedy gdy był taki mały - chodząca miłość i dobroć :-) Grzesiek do dziś się przechwala, że sam go wybrał.
Imiona futra dostały na cześć siatkarskich libero: Gacek i Igła (Piotr Gacek i K. Ignaczak - dla niewtajemniczonych), do Gacka przylgnęło, a Igła się nie przyjęła i została Kocią Drugą.
Przez kolejne dni i tygodnie poznawaliśmy się, przyzwyczajaliśmy, były trudne momenty, gdy futra brykały straszliwie (a mieszkaliśmy w wynajętym domu, więc nie mogłam im pozwolić na roznoszenie go w puch), ja nie miałam sił za nimi biegać. Ale nadszedł chyba dość szybko moment, gdy poczuliśmy, że bez nich już nie dałoby się żyć :-)
 Kto tam postawił ten kieliszek z winem ;-)?
 Gacek w czasie swojej ulubionej czynności:
 Tak spały sobie zanim nie zgryzły na wiór ceraty na parapecie:
Zniszczeń z ich udziałem było sporo, nawet nie będę wymieniać. Ale w końcu jak na stateczne koty przystało - uspokoiły się i teraz tylko czasem coś zbrykają ;-)
 A tak do dziś Gacek uwielbia spać - zawsze trzyma mi łapki na czole albo we włosach:
  
Tu fotki z poprzedniej wiosny:
Gac na tronie:
Kotki na ogrodzie starego domu:
Tu widać te "słynne" paprocie, o których tak często piszę, koty miały w nich swój schron przed obcymi ludźmi:

Wizyta mamy, po wyjęciu z koszyka wszystkich przywiezionych nam jedzeń, w środku zmaterializowały się koty:

 Ogon wyrasta mi z głowy ;-)
Wyżej Kocia w rzadkich chwilach oswojenia. Bo Kocia od początku była dzikim alienem i najbardziej lubiła siedzieć sama w osobnym pomieszczeniu. Teraz trochę się to zmieniło i zauważamy, że Kocia z każdym dniem staje się coraz bardziej oswojona i nasza.
Księżniczka po sterylce (ale Gacek na nią syczał, gdy przeparadowała na miękkich nogach w tym kaftanie przez pokój):

I jeszcze "bonusik" - Gacuś asystent malarza:


Na koniec coś zupełnie nieprawdopodobnego. Po chyba roku od kiedy wzięliśmy koty, w domowej biblioteczce rodziców znalazłam taką oto książkę:

Kiedyś ją opiszę na książkowym. Pozdrawiam wszystkich, którzy przebrnęli przez tą historyczną epopeję :-)